Przychodzisz do pracy na 8, o 9 ma polecieć post, ponieważ jedna z managerek miała akurat syndrom „widzimisię”. Jesteś upupiony jak chciał Don Witoldo. Post jest przygotowany wcześniej i czeka na Ciebie w jednej z podpiętych do firmowego konta tabelek w excelu. Logujesz się, otwierasz dokument. Twoje najlepsze propozycje zostały odrzucone, więc musi pójść jakiś mega suchar na facebookowy Wall. Cóż, robisz sobie kawę i stwierdzasz, że przydałby Ci się przycisk
Ale ponieważ jesteś ambitny, męczy Cię jeszcze chwile mentalny impoderabilizm klienta. Tak więc po publikacji asap uderzasz na fajkę. W międzyczasie myślisz, co by było gdybyś miał wolną rękę. BKŚ czyli biurowa klasa średnia moczy tyłki w Tunezji, a Ty myślisz o strukturalizmie amerykańskim i czytelniku idealnym, który nigdy Ci się nie zdarzy. Zapomnij. Jeszcze raz klikasz na przycisk „Jebie mnie to” i pozorujesz optymizm dziadkiem Gandalfem
Wszystko znów jest superwow. Na Wallu jeden wielki flejm, śmietnisko idiotów wywala kolejne odpady w komentarzach. Musisz zjeść je ze smakiem, pod nosem wisi już na włosku kilka przekleństw, urywają się i porywają ze sobą cały pokój accountów. Dzwoni klient -.-
Niezrozumiały dla Ciebie korpojęzyk przeraża swoim anglistycznym szponem. Prawdopodobnie dostajesz O jak Opierdol. Kiedy zaczynasz tłumaczyć, że to na wyraźne zalecenie klienta, wszyscy uznają Cię za kłamcę i szumowinę, więc nie zamówią już z Tobą jedzenia na wynos.
Niezrozumiały dla Ciebie korpojęzyk przeraża swoim anglistycznym szponem. Prawdopodobnie dostajesz O jak Opierdol. Kiedy zaczynasz tłumaczyć, że to na wyraźne zalecenie klienta, wszyscy uznają Cię za kłamcę i szumowinę, więc nie zamówią już z Tobą jedzenia na wynos.
Listen to your community, and be aware of it.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz