niedziela, 27 lutego 2011

I don't like you anymore.

Na moje oko nadchodzi jedna z gorszych zmian dla społeczności facebooka, oczywiście nie dla M. Zukerberga, który rozwiązuje właśnie kolejny worek z pieniędzmi. W skrócie: kiedy damy komuś przysłowiowego Lajka, na naszym Wallu pojawi się pełny opis z nagłówkiem, a nawet skrótem artykułu., ktoóry wydał nam się wartościowy. Wiralowość nie z tej ziemi, prostesty nic tu nie dadzą, a my także nie odejdziemy z facebooka, w tym momencie nie mamy żadnej mocnej alternatywy (bo na Diasporę, jeszcze dla Polaków za wcześnie). 

Prorok z wąsem obawia się, że początkowo może nastąpić odpływ narybku z jeziora informacji, ewentualnie będą trochę morzone głodem, a później i tak będą lajkować i nie przejmą się specjalnie śmieceniem na swoim wallu. W małym chlewiku skarbów bez liku. Wielka szkoda, że nikt nie przejął się specyfiką dzielenia się informacją, lubić to jednak coś zupełnie innego niż dzielić się ze znajomymi  dobrym kontentem . Przycisk Share ma dla mnie wyższą wartośc, stotuję go rzadziej,  również będąc niejako dostarczycielem "treści wartościowych". Natomiast like button stosuję najczęściej, jeśli zgadzam się z czyimiś poglądami. Nie muszę tego ponownie przetwarzać. Korzystam po prostu ze zdobyczy "konceptualnego pisania" i pewnej fajnej mechaniki. A tak? No cóż, przestaniemy chyba się prywatne lubić.

źródło: http://mashable.com/2011/02/27/facebook-like-button-takes-over-share-button-functionality/

poniedziałek, 21 lutego 2011

Facebookowe nagradzanie idiotów.

Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
~ S. Lem


Długa praktyka prowadzenia i śledzenia przeróżnych konkursów na facebooku utwierdza mnie w przekonaniu, że najważniejszy jest świadomy wybór zwycięzcy. Jeśli mamy nawet tylko kilka gadżetów, nie dawajmy ich debilom, którzy w pierwszym sorcie wyrażą radość w treściwym w znaki interpunkcyjnym komentarzu:

Jaaaaaa dziękii!!!!!!!! wygrałam!!!!!!! Jesteście cudowni!!! Uwielbiam Wasz profil <33333

Chociaż, w sumie jest to dobry komentarz. Naprawdę. Sugeruje, że osoba zrozumiała nasz post (a to w dzisiejszych czasach skarb. My preciouss!) Bo co zrobić w takim przypadku, który przytrafił się na Philips Polska?



Chcieli dobrze, a wyszło jak zawsze:



For God Sake! Nie, nie możesz zapytać! Nie dostaniesz PREZENCIORKA!

Pamiętajcie, poznacie ich po owocach, a będą kwaśne i cierpkie niczym tarnina! Jeśli już macie takich laureatów konkursów w przeciągu dwóch dni spodziewajcie się zakonów żebraczych po prezenciorki, gadżety, pytające o KONKI i w rytm choroby sierocej wypisujących rymowane posty po stokroć będą wkurwiać Wasze oczy. Nie dajcie się zwariować, kolorowy świat kucyków pony to nie to okno przeglądarki. Dbajcie o swoje podwórze, wymiatajcie (nie tylko postami).
Uważajcie na wszelkie różowe bluzki w avatarach. 
Kliknij, rozpoznaj przeciwnika, zrób unik lub "ustrzel prosto w serce".

środa, 16 lutego 2011

FEED ME!

Nigdy się ich nie spodziewasz, przychodzą w najmniej oczekiwanym momencie, zupełnie jak niechciane ciąże lub poranne pryszcze wielkości wulkanu Etna. Konkludując: NIE DA SIĘ ICH ZATUSZOWAĆ. Mowa o ludziach ze skłonnościami do mentalnej brei, czyli o Trollach.

Co zrobić, kiedy troll pojawia się na profilowym horyzoncie? Nie dokarmiać debilizmów, wychodzą wtedy większe izmy niż przypuszczacie. Często doprowadzając do schizmy (rym przypadkowy), bo „klient nasz pan”, widzi i grzmi - chce trolla karmić, dawać mu nagrody [sic!] „żeby uciszyć, ugładzić, oswoić” . I tu zaczynają się schodki, na razie mini jak stópki Japonki (czyli zebranie się w sobie i powiedzenie NO FUCKING WAY).  Ale wierzę, że to potraficie. Zatem I zasada dobrego Community Managera, to krzyczeć: No pasaran! Wyjaśnić klientowi „psychiczną specyfikę” osoby, która „bruździ”, oczywiście kulturalnie (nie używać słów „troll”, „flejm” „kurwa” etc) i pilnować swojej strategii, konsekwencja naszą siłą.

Kiedy klient, jednak nie zrozumie dokładnie i dalej pisze : „no musimy mu cos dać, zoabcz zoabcz! robią tam jakiś zły PR dla naszej marki, szybko się z nim skontaktujcie! (klienci bardzo często robią literówki w mailach, szkoda, ze nie telefonicznie) Nie ulegać emocjom i naciskowi, jeszcze raz wyjaśnić (złota zasada do trzech razy sztuka) kim owy facebookowy troll jest. Wiadomo, że potem i tak nastąpi DAĆ DAĆ DAĆ DAĆ, ale przynajmniej będziecie mieli czyste sumienie (podjęliście próbę charakteru;))
Gdy przyjdzie Wam zmierzyć się z Trollem brońcie swoich fundamentów, okopujcie się i czasami błyskotliwie dowalcie, a co! Oczywiście nie można przesadzić, jeśli włochate pyta o  produkcję/o historię dajemy mu merytoryczny komentarz (chociaż ja wolę takie posty po prostu ignorować, chyba, że są bardzo natarczywe i narażają markę na moralne straty). Trzeba mieć do nich żelazną cierpliwość i twardy enter. Nigdy nie karm ich nagrodami. Byłoby to zresztą nie fair wobec tych userów, którzy dodają Ci skrzydeł do pracy.
Trolle nastawione konsumpcyjne widząc palec, zeżrą Ci całą rękę, aż po same ramię. Swoją działalność zaczną najpierw drogą mailową, a potem wywalą swoje indolencyjne wykwity na Wall, który prowadzisz. Dasz im koszulkę, zapytają o polar, potem o kurtkę, w końcu o obiecany samochód, ewentualnie postraszą „że sprawę nagłośnią” .

II zasada CM: Nigdy nie wchodzimy w dyskusję z osobą chorą na trollizm. Możemy się zarazić.

III zasada: Gdy jednak widzisz poważny dym na Wallu postaraj obrócić wszystko w żart, a jeśli sprawa zahacza o pomówienie poinformuj klienta i poproś o merytoryczny feedback. Jeśli nie odpowie w ciągu 2 h, niestety musisz sprawę załatwić na własną rękę. Bowiem po 3 h będziesz miał tam już całą rodzinę Trolla, łącznie z babcią chorą na tyfus, ale resztkami sił bazgrolącą „OSZUŚCI! Komuchy!” itp.

IV zasada: Jeśli przyznajesz nagrody w konkursach - przejrzyj jednak zainteresowania swoich umyślonych zwycięzców. Szczególnie zdradzieckie są konkursy ze zdjęciami! Pamiętaj!  fotografia trolla może i bardzo udana, ale jego rozłączonej synapsy nie da się naprawić na odległość. Dwukrotne klikanie kursorem w avatar nie naprawi zepsutej głowy.


V zasada: Be ZEN.  W przeciwnym razie może być jak na rysunku:

poniedziałek, 14 lutego 2011

Ściana Płaczu. Co dzieje się z kontem na fb po śmierci?

Notka powstała ze względu na terapię szokową jakiej doznałam niedawno. Moja zmarła znajoma przed śmiercią usunęła swoje konto z portalu (były takie czasy). Jednak ostatnio nastąpiła jej cudowna rezurekcja, kiedy jakaś aplikacja wykorzystała przechowywane przez serwery dane i nagle zaprosiła mnie do jakiejś idiotycznej zabawy. Więc dostałam z zaświatów app request’a. Możecie wyobrazić sobie moją minę.

Jakieś 1.5 mln ludzi na Facebooku odejdzie do św. Piotra w tym roku, zgodnie z wewnętrznymi obliczeniami każdej minuty 3 użytkowników facebooka pożegna się z Markiem Z.  Opisują przypadek Courtney Purvin, która również doznała podobnego szoku co ja, dostała po prostu sugestię kontaktu ze zmarłym członkiem swojej rodziny (wcześniej użytkownikiem fb). “Get touch with an old famili friend”! I jak tu nie uwierzyć w życie pozagrobowe. 
-“It kind of freaked me out a bit,” she said. “It was like he was coming back from the dead.”  

A teraz pomyście sobie, że ktoś o czarnym poczuciu humoru robi sobie aplikację na Halloween z wykorzystaniem danych  wszystkich zmarłych przyjaciół. Brrr.  

Okay, co proponuje fb w sytuacji, gdy ktoś z naszych bliskich odchodzi? Bo przecież nie można skasować jego profilu (zresztą naszych za życia też nie można! Macie szansę jedynie na dezaktywację). Odsyłają nas do sprytnego formularza “Upamiętnij zmarłego”  



Co my tu mamy, podać pełne dane osoby zmarłej, wybrać spośród szalonej liczby opcji JEDNĄ “Memorialize PROFILE” . Trzeba jeszcze udowodnić, że jesteśmy prawdomówni, więc wysyłamy albo akt zgonu, albo artykuł z gazety (szkoda tylko, że tam nigdy nie ma podanego imienia i nazwiska ofiar). Odznaczamy także w jakiej relacji pozostawaliśmy z osobą, która odeszła. I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że np taka osoba bardzo by sobie życzyła, żeby jej profilu nie było w ogóle w systemie. Co wtedy? Wtedy mówiąc krótko: jest problem.
Jedynie zapis w testamencie może uchronić Was przed pośmiertnym życiem w sieci, chyba że lubicie straszyć znajomych i dalej będziecie grać w Farmville. Ewentualnie logujecie się tutaj: https://www.entrustet.com/ ;)  Ale nawet jeśli napiszecie sobie testament, to przecież jest jeszcze coś gorszego, aplikacja http://apps.facebook.com/i_remember/ Kopniesz w kalendarz, a jakiś Twój zsocializowany, fanatyczny znajomy zechce postawić Ci ołtarzyk. Aaaaa. 
Wszystko oczywiście w dobrej wierze “by nie zapomnieć”.

Czy warto o tym pomyśleć zawczasu? Nie wiem, to indywidualna sprawa. Ale jak widzicie nie wszyscy mają wybór, a już szczególnie zmarli. 


czwartek, 10 lutego 2011

Werble: An Upgrade for Pages, czyli prawdziwy facelifting.

„Nadejszła wiekopomna chwiła”! Dziś w godzinach nocnych nastąpił prawdziwy facelifting.
Strony przeszły metamorfozę w kierunku prywatnych profili.  Gwoli ścisłości nie wszystkie, tylko te upgradeowane przez adminów (Uwaga adminowie: po zmianie nie można już wrócić do starego widoku) Finalnie wszystkie Pages mają być zmienione na „nówki” 1.03.2011 roku.  Tak wygląda moja świeżynka założona dzisiaj i upgradeowana:
Pierwsze, co rzuca się w oczy to fakt, że zniknęły zakładki, jednak wszystko, co było na nich zawarte możemy teraz znaleźć w lewej kolumnie pod avatarem Strony. Link do statystyk (Insights) znajdziemy w prawej kolumnie, podobnie jak przycisk „Suggest to a friends.

Ostatnie wgrane przez nas zdjęcia pojawią się w poziomym pasku nad głównym feedem strony, podobnie jak na nowych profilach prywatnych. Na szczęście nie znajdą się tam zdjęcia wrzucane przez fanów, więc mamy wytchnienie od paintopodobnych gniotów, ewentualnie trollingu na wysoką skalę. Żeby ukryć dane zdjęcie, wystarczy nacisnąć pożyteczny X.

Nawigacja strony znajduje się w lewej kolumnie (jak na zwykłych prywatnych profilach)
Dodatkowo dostajemy dwa filtry na Wall – możemy wybrać albo posty naszej strony, albo posty z największą liczbą interakcji. 

Pojawiła się też niezwykle przydatną adminowi funkcjonalność: notyfikacje!
Nie musimy już wyszukiwać nowych komentarzy, ani stosować zewnętrznych wtyczek. Każda nowa interakcja pojawi się w notyfikacjach. 



Kolejną nowością jest możliwość odpowiadania w komentarzach i na innych stronach jako Page.
"Use Facebook as Page" po prawej stronie pozwala nam za pomocą buttona „switch” wybrać określony profil (admina lub strony) i administrować z jego poziomu. Trzeba się do tego przyzwyczaić, w przeciwnym razie możemy dać prywatny komentarz na własnym sajcie, albo (znając swoją narowistą nature), zupełnie przypadkiem poprzeklinać z poziomu markowego profilu (wiecie czym to grozi ;))

I jeszcze jedna ciekawa zmiana: Strona zyskuje swój własny „feed” nazwałabym go feedem zainteresowań (a w rzeczywistości zapewne partnerów biznesowych)


Wszystko znajdziecie tutaj: http://www.box.net/shared/9e5jiyl843

Tylko się nie udław. Możliwa czkawka.

Przychodzisz do pracy na 8, o 9 ma polecieć post, ponieważ jedna z managerek miała akurat syndrom „widzimisię”. Jesteś upupiony jak chciał Don Witoldo. Post jest przygotowany wcześniej i czeka na Ciebie w jednej z podpiętych do firmowego konta tabelek w excelu. Logujesz się, otwierasz dokument.  Twoje najlepsze propozycje zostały odrzucone, więc musi pójść jakiś mega suchar na facebookowy Wall. Cóż, robisz sobie kawę i stwierdzasz, że przydałby Ci się przycisk

Ale ponieważ jesteś ambitny, męczy Cię jeszcze chwile mentalny impoderabilizm klienta. Tak więc po publikacji asap uderzasz na fajkę. W międzyczasie myślisz, co by było gdybyś miał wolną rękę. BKŚ czyli biurowa klasa średnia moczy tyłki w Tunezji, a Ty myślisz o strukturalizmie amerykańskim i czytelniku idealnym, który nigdy Ci się nie zdarzy. Zapomnij. Jeszcze raz klikasz na przycisk „Jebie mnie to” i pozorujesz optymizm dziadkiem Gandalfem  


Wszystko znów jest superwow. Na Wallu jeden wielki flejm, śmietnisko idiotów  wywala kolejne odpady w komentarzach. Musisz zjeść je ze smakiem, pod nosem wisi już na włosku kilka przekleństw, urywają się i porywają ze sobą cały pokój accountów.  Dzwoni klient  -.-
Niezrozumiały dla Ciebie korpojęzyk przeraża swoim anglistycznym szponem. Prawdopodobnie dostajesz O jak Opierdol. Kiedy zaczynasz tłumaczyć, że to na wyraźne zalecenie klienta, wszyscy uznają Cię za kłamcę i szumowinę, więc nie zamówią już z Tobą jedzenia na wynos. 
Listen to your community, and be aware of it.